Friday, 18 August 2017

Farba z manekina


Mężczyzna o wysokim czole
kobieta z włosami bez objętości
co dnia wchłaniają cząstkę jadu
z martwej przeszłości.
Dni uklepują w tygodnie
tygodnie ubijają w lata.
Czytasz wilgotną jesienią
przedpotopowe listy pomarszczone od łez
jej pismo jak padający ukośnie deszcz.
Zimą pijmy wytrawne wino
szumiących winogradów.
Zamykasz oczy jak niemowlę
muchy brzęczą gdy ktoś kogo nie chciałbyś
za sąsiada dotyka brzytwą szyi.
On muska jej białe włosy
ciepły śnieg na choince
ona obiera pomarańczę.
Skóra nie draśnięta przez strzałę
zatrutą miłością wciąż jest czysta
rzeka blisko źródła.
Mijasz człowieka o trudnej do zapamiętania twarzy
rysy spływają z deszczem farba z manekina.
Sylwetka jest kurczącą się kupą
tającego śniegu który przypomina kształtem
bałwana o nieposzlakowanej inteligencji.
W czerwcu pola płoną złotozielonym blaskiem
rozlega się na łąkach muzyka polnych kwiatów.
Stoimy z opuszczonymi głowami
jak przygięta wiatrem pszenica.
W dni poranka budzi nas przeczucie
grudniowych wieczorów.
Noc po której światło dzienne
niczego nie zmienia.


Thursday, 3 August 2017

Bezsensowna puenta


Zbyt długo wisiałaś w szafie
mole pogryzły suknię
ciała na kościach.
Bezsensowna puenta
urwanej opowieści.
Nerwowy śmiech
w środku anegdoty.
Imitacja szczęścia która nie chciała
zamienić się w oryginał.
Życie było długie
jak czerwcowe popołudnie
jednak zapachu śmierci żadne
perfumy nie były w stanie zabić
po prostu przekwitłe smółki
ciemność wypierała sen z pokoju
codziennie znosiliśmy cenny czas
jak złote jajo.
Myśli sterczące z głowy piały
potargane włosy gdy cię poznałem
sierść odkarmionego kota.
Płynęliśmy przez rozbzykane łąki
po namaszczeniu stóp nieszczęśliwych
śluzem miłosierdzia
ślizgaliśmy się jak wszyscy.
W sumie za dużo czasu
poświęcałaś lekturze.
Pisarze posiedli dar
przekazania dźwięku za pomocą
kosiarki do trawy na żwirze.
Pozostałe ekscytujące czynności
niezupełnie wypełniały pustkę w głowie.
Szkło w twoich oczach kiedy powiedziałem
możesz czynić dobro przez całe życie
a i tak do historii
przejdzie Pol Pot.


Thursday, 13 July 2017

Bezstronność


napotykając porzucone dziecko
w formie głodnego szkieletu
jestem jak stary mistrz
mijam je nie przytulając go nawet
ani nie dzieląc się z nim jedzeniem
jestem pełen litości
nie wolno ganić mnie
za brak współczucia
jestem tylko oderwany
od znanego sporu
czy należy pozwolić
czy też nie swojemu ja
oglądać się za młodymi kobietami
kiedy one już
nie oglądają się za mną
ugniatając kit życia
aż zrobi się dość miękki
żeby wejść gdziekolwiek


Thursday, 6 July 2017

Na końcu teraz


Przebijasz głową mur
miękki jak pajęczyna
przykleja się do twarzy
wilgotnej od rosy
która jeszcze nie obeschła
twój dzień się ledwo zaczął.
Myśli różnią się smakiem
ta o tobie jest słona.
Grabarz zabija czas
między jednym a drugim pochówkiem
na zapleczu kostnicy gra telewizor
siny poblask wieczorem.
Jakby się zerwał
z kotwicy śmierci
żegluje przez brudne życie
wypiwszy morze czystej wódki.
Minuty się wydłużają
lata są coraz krótsze.
Czas przybiera pokraczną postać
płynie jak opuchnięty trup
w dół rzeki
przystaje gdy o coś zaczepia
cofa się z przeciwnym prądem
przyspiesza głównym nurtem.
Most przerzucony przez to
co niewidoczne jest stary
chwieje się pora go zamknąć.
Kurz zatkał szczeliny przez które
dostawała się pustka.
Schody się kończą.
Dalsze kroki po stopniach
przedłużającej się ciszy
niesłyszalne.
Idziesz zobaczyć co jest
na końcu teraz.


Thursday, 22 June 2017

Podglądałem kobietę


Podglądałem kobietę w pociągu
oddawała się lekturze romansu
miała odbyt czystszy niż umysł.
Naprzeciwko siedział spełniony mężczyzna
jego życie było realizacją ambicji matki.
Kałuża na peronie wyglądała jak studnia
zanurzano w niej wzrok dla ochłody.
Wtaczali się starzy łapiąc powietrze
jak karpie przed Bożym Narodzeniem.
Pociąg ruszył ktoś wyszedł do ubikacji
kiedy wrócił pachniał wodą toaletową.
Brzuchatemu o wyrazie krokodyla
ciekła ślinka z kącików oczu
nawrócony partyjniak był takim samym
marksistą jak katolikiem
ni Kapitału ni Ewangelii.
Spełniony mężczyzna odkleił oczy od smartfonu
spojrzał na mnie pełen samoafirmacji
milczał kiedy mu powiedziałem
że jest chujem jego mina mówiła
No i co z tego? Zazdrościsz?
Sezony przepływały przeze mnie
osad jak w stawkach oczyszczalni ścieków
w letni dzień na przedmieściach.


Wednesday, 7 June 2017

Gniazdo


Ptasia twarz z dziobami
głowa o kształcie leżącego jaja
z nastroszonymi piórami pszenicznych włosów.
Po omacku obcym językiem czytam
w półświetle stodoły słomiany romans
opalonej skóry.

W snopie miodnego słońca
wirują złote iskry kurzu.
Boski wzgórek łonowy
trójkąt w rogu świątyni
uchyla oko załzawione z pragnienia
pionową źrenicę fauna.

Butelka wody szyjką wpija się w usta
nasienie na sianie.
Zmierzch na polach słychać wołanie
echo bez ust powtarza niemo
słowo bez znaczenia na ścianie lasu
senna kukułka.

Nad księgą życia zamykają się oczy
w ciemnych korytarzach jeziora
przechadza się srebrna ryba
sierp księżyca.

Wednesday, 24 May 2017

Dziewczyna wodzi placem


po spękanych grzbietach klasyków
przebiega dreszcz.
Czytają rysunek
linii papilarnych
miękkiej wypukłej opuszki.
Chciałaby wypowiedzieć świat
moknący za oknem biblioteki
ciepłym wilgotnym
łaskotliwie szorstkim
językiem oryginału.
Powtarza coraz szybciej
bezdźwięczne zbitki
głosek zwarto-szczelinowych.
Więź między nią
a tamtym miejscem gdzie on
napięta jak postronek.
Przechodzona bezdomność musi się uleżeć
zielona ulęgałka.
Gruszki na wierzbie.
Dziewczyna otwiera nowy rozdział.
Mówi o przyszłości jakby była
rzecznikiem umarłych.
Jego włosy pod jej palcami
twarde jak szczotka
do szorowania drewnianej podłogi
szarym mydłem
gdzie tworzą się bąble.
Rozcieńczona w powietrzu
krew spływa do jeziora
prosto z gasnącego nieba.
Nastaje blady
chłód martwego dnia odbity w lustrze
pod którym toń jest utopiona.
Ktoś ją budzi i pyta
czy śpi.