Friday, 22 June 2018

Dopóki śmierć nas nie połączy


wstawiona kobieta wychodzi ze sklepu nocnego
drzwi piszczą głosem płaczącego dziecka
w pustej ulicy ponura monotonia życia
po gwiazdce w mglisty wieczór
zapach dymu węglowego
pierwsza miłość bez ciała
chodziła z rumieńcem na twarzy
przed globalnym ociepleniem
padał śnieg woda zamarzała
wychodzisz z domu spokojnej młodości
widzisz bóg umarł nie zostawiając testamentu
ani starego ani nowego
myślisz za dużo słów za mało poezji
a potem robisz dokładnie to samo
bo nic innego nie da się zrobić
tłuczesz się po nocy jak szkło
próżny kruchy brzękliwy
kto cię dotknie ten się skaleczy
pytasz gdzie są pochowani
tamci z którymi bawiłeś się w chowanego
pod ziemią brzmi odpowiedź
jakimi chamami są przedmioty martwe
odmawiają posłuszeństwa
myślałeś że cię osłoni
własnym ciałem
dopóki śmierć nas nie rozłączy
dopóki śmierć nas nie połączy

Friday, 15 June 2018

Patrzymy jak wolno


przyszłość oddala się i znika
w zimnej mgle za miastem
gdzie zwiędłe ugory
zapach oczyszczalni ścieków
czysta przyjemność
po lecie została
wieczna zmarzlina wewnątrz nas
rzadko przenosimy się
wspomnieniami w przeszłość
która nawet nie jest przeszłością
patrz Faulkner
gwiazdy świecą kiedy śpimy
otwieramy oczy
na pociemniałe rano
jak zardzewiałe wieko
boimy się pewnego dnia
nie zechcemy powrócić
aż do teraz

Thursday, 7 June 2018

Podaj rękę


W dolinie mrok
szczyty jeszcze
żółte od słońca
złoto głupców
którego dotykasz
a potem spadasz.

Jesteś
fatalnym sprzedawcą
sprzedałeś tylko siebie.

Pod koniec sierpnia
na spękane wargi podwórka
padają krople deszczu.

Poczułeś tamten cierpki smak
jedząc krótkie dni
karmiony melancholią
lutowego zmierzchu
zimnym zapachem przedwiośnia.

Nauczyłeś się bać
przestraszonych ludzi
czytasz Hegla kiedy chłopstwo
szczeka po rowach.

Nie wiesz co myśleć
w gęstniejącym mroku
rzedniejący śnieg.

Pomniki tracą twarz
kamienną powierzchowną
wiatr i deszcz je odbrązawia
tylko zmarszczki są prawdziwe
głęboko rzeźbione
worki pod oczami
pełne niewylanych smutków.

A jakby tak ktoś nagle
z tyłu strzelił ci w łeb
a potem zjadł twoje
peklowane mięso
byłbyś jak świnia
która się sama
utuczyła na rzeź.

Thursday, 17 May 2018

Kiedy umierasz


Kiedy umierasz nigdzie nie idziesz
zostajesz na miejscu
nie ruszasz się
leżysz jak trup
aż nic nie zostanie.

Śmierć nie jest przejściem ani powrotem
ta czaszka nigdy
nie przestanie się szczerzyć.

Żal się rozstać
z tak wielkim smutkiem
żal go porzucać
dla małych radości.

Widać z daleka
gospodarstwo w polu
widać z bliska
leżące grabie
bez środkowego zęba
zmęczone widły
oparte plecami o drzwi obory
kupę gnoju za stodołą
pstrzą turkusowe muchy
złoci słońce przed wieczorem.

Kurę morzy sen
zaślepia zmierzch martwe
ślepia zasnuwa szarą błoną.

W twoich oczach stają
moje dawne łzy
stoją za karę w kącikach
cicho jak kurz.

Życzę ci żebyś żyła tak długo
żebyś nie mogła się wysikać.

Co z tego że nie masz prostaty
skoro na długo przed śmiercią
podarowałeś swój mózg
byle komu.


Thursday, 10 May 2018

Powody


Powody są różne ale wszystkie
cienkie jak szkło nad otchłanią
pod twoimi nogami
które pęka kiedy się zastanowisz
idź nie zatrzymuj się.

Jej oczy napełniają się
tym co widziała
wzbierają przez chwilę
bronią się przed wylaniem
jej płynna wylewność
na brzegach powiek
tworzy menisk wypukły
a jednak płyną
pokonawszy barierę
przerzedzonych włosków
rzęsy nie te co dawniej
tama za słaba
już tak dobrze nie trzyma
łez i moczu
zmarszczki wiodą jak dreny
w dół do ziemi.

Usiadła
tyłem do okna
wygląda słońce
ona ciemnieje.

Może kiedyś
będę chciał zobaczyć
jak wygląda czas który stoi
i zatrzymam twoje serce.


Friday, 27 April 2018

Zjedz wiosennego zająca


Z sinej chmury o zmierzchu
sypie się ciemność
na głowy.

Nie mogą cię uzdrowić ale
wyleczą na tyle żebyś wiedział
że jesteś chory.

Zjedz wiosennego zająca
nic nie może się zmarnować
zdechnąć i zgnić.

Jedz
kiedy psychicznie
nie wydalasz.

Lecz zanim dwunodzy
połkną planetę
pod lasem pasą się sarny.

My biedni coraz bogatsi
z całego panteonu
został jeden Bóg.

Na niebieskich łąkach
legną białe baranki
wystarczy umrzeć.

Byłeś wolny samotny
przez cały rok
przez cały miesiąc
przez cały dzień
i przyszła noc.

Światło księżyca
przesącza się przez skórę
anemiczny sen.

Szyny śpiewają kiedy pociąg
dojeżdża do rodzinnego miasta.


Friday, 20 April 2018

Daleki pożar


Zanim się obejrzałem twój cień
zamienił się w noc.
Wolna od światłych zanieczyszczeń
czysta czerń duszy.

Naga kruszyna stoi jak kobieta
z której zsunęła się sukienka
po pierwszym przymrozku
żółte liście leżą na mchu.

Szczęka wyciosana w Górze Rushmore
i miękkie serce.
Myśli czernieją
w zetknięciu z powietrzem.

Owijasz bałwanowi szyję
wełnianym szalem wieje wiatr odwilży.
Popiół jak deszcz na nasze głowy spada
daleki pożar.