Friday, 1 December 2017

Szczurołap


Świat jest pełen samobójców,
którzy nie chcą umrzeć.
Snują się po ziemi,
zatruwają atmosferę.
Plecami do wrześniowego słońca,
twarzą do kartoflanej ziemi.
Odpoczywają w pokoju.
Tracą rachubę,
przestają liczyć na cokolwiek.

Tymczasem czas biegnie
bez podziału na części.
Zmieniają się dekoracje.
Świeci słońce, chmury przykrywają niebo.
Deszcz zaczyna padać.
Zapalają się latarnie i okna
w popołudniowej szarówce.
Deszcz przestaje padać.
Świecą mokre gwiazdy na niebie,
wychodzi księżyc zza chmury.

Jest wieczna jednoczesność.
Dni tygodnia, miesiące i pory roku,
lata, godziny i minuty
są jednocześnie.
Teraz trwa cały czas.
Takie słowa jak zawsze nigdy nic nie znaczą.
Rozśmiesza śmiech.
Cieszy wesołość.
Płacze się nad łzami.
Smuci smutek.
Żal żalu.

Ale to triumfuje.
Szczurołap wyprowadza to za miasto,
zrzuca ze Skały Tarpejskiej.
Szczurza śmierć.
Jest maścią na szczury.
Bierze to za ogon i rzuca za siebie
przez lewe ramię jak zdechłego kota.
Spluwa trzy razy w lewo
na cmentarzu o północy,
pozbywa się kurzajek,
które pokrywają twoją twarz.


Friday, 24 November 2017

Żeby nie patrzeć


żeby nie patrzeć
na siebie patrzymy
w tę samą stronę
jesienny zachód słońca
postarzeliśmy się
z prędkością światła
załamani rozszczepieni
zimna wilgoć osiada
na spieczonych wargach
wpuść mojego ptaka do gniazda
wymoszczonego puchem
wiewiórce ogon zgęstniał
tłuste orzechy w dziupli
mówią że nie ma
powrotu do przeszłości
ale my jeszcze
z niej nie odeszliśmy
w skryptorium kopista
literówkami cicho poprawia
głośny świat
bezsenność
koszmarny przedsmak
wieczności


Friday, 10 November 2017

Faktura


Wodzę opuszkami
po gładkiej fakturze
świeżo wystawionej faktury
podnoszę palce do nosa
fakturzystka zwiera usta
w ciup jak odbyt.

Nieruchomy starzec w oknie zmierzchu
nie próbuje wydostać się ze szkła
unosi się nieważko poroniony
w bladożółtym świetle formaliny
ma ciemne oczodoły
głęboko wygniecione w glinie.

Zapach kapuśniaku podnosi na duchu
wniebowsiąpienie.

Zauważasz że w małych ludziach
mieszczą się zaskakujące ilości zła.
– Zamknij oczy – mówię ciągle jeszcze
naszprycowany serotoniną.
– Nie te. Te które masz w głowie.

Mówisz że w takim razie
mógłbym zostać nostalgistą.

Abisalne przeżycia
słowem dno
z namaszczeniem podana przyczyna
śmierci dziewięćdziesięciopięciolatka
i inne rzeczy trudne do zniesienia
ciężar słupa wody na plecach
abyśmy nie odlecieli między gwiazdy
które z nocy robią coś dziwnego.

O brzasku unosi się z łokciem na poduszce
czarna powieka nocy odsłania
błękitną tęczówkę nieba
żarzą się przekrwione białka.



Friday, 3 November 2017

Świeże trupy


tak świeże że jeszcze żywe
z bijącym sercem szybko oddychały
wiatr ustał rozpadało się
flagi opadły pod mokrym ciężarem
on gra rolę świni nie łamiąc zasad etykiety
ona mówi dziecinnie
jakby się nałykała helu

nie szukaj anegdoty
poezja dawno przestała
być literaturą
postkoitalna nostalgia długiego papierosa
opowieści są literami
słów języka którego nie znasz
świat który widzisz
pikselem obrazu
bez ram


Friday, 27 October 2017

Nic specjalnego


nie robiła nic specjalnego
kochała się z mężem
którego nie kochała
wychowywała dzieci
które nie słuchały
chodziła do pracy
której nie lubiła
spotykała się z przyjaciółkami
z którymi nic jej nie łączyło
oglądała telewizję
która ją denerwowała
czytała książki
które ją nudziły
wyznawała religię
w którą nie wierzyła

żywy
czy martwy
padalec w słońcu


Friday, 20 October 2017

Nagle starość


Na początku jest tylko
zapach ogniska.
Czas kiedy czas
jeszcze nie istniał.
Wiosenne słońce
lizało nam twarz
jak młody pies.
Już wrzesień
grzybobranie
mech między sosnami
pająk snuje refleksje.
Wymieniamy spojrzenia
które za dużo widziały.
Wytrzeszczamy oczy
jak ryba głębinowa
wyciągnięci na powierzchnię.
Chcę cię pocieszyć
ale twoje łzy
łaskoczą mnie w policzek.
Niechęć do życia
rodzi się i umiera.
Nagle starość
spada na nas
jak śnieg na głowę
siwizna nie taje.


Friday, 13 October 2017

Bachanalie


Była gorąca
więc ją pieprzyłem
i miałem zajebistą frajdę
pieprząc ją i wtedy
przypomniałem sobie że ona też ma
mózg i serce i duszę
więc wziąłem ją na spacer
rozmawialiśmy
o jesiennych barwach
i przytuliłem ją
pamiętając że ona ma serce
mózg i duszę
więc czuje więcej
niż krowa na zwiędłym pastwisku
co było kastrujące
więc zmieniłem taktykę
na coś mniej zapalnego
przesiałem poprzednie myśli
z czasem nic nie zostało
prócz topniejącego śniegu
krótkie wytchnienie
od chronicznego gorąca